Nigdy świadomie nie miałam okazji decydować o życiu drugiego człowieka. I, znając swoje słabe nerwy mam nadzieję, że w przyszłości mieć nie będę.
Obejrzałam film “Dwunastu gniewnych ludzi” przez przypadek, wcześniej jakoś nie było ani okazji, ani chęci do oglądania takiego starego filmu. Po seansie jednak jestem pod wrażeniem.. Dwunastu przysięgłych musi zadecydować o winie lub niewinności 18-letniego chłopaka, który prawdopodobnie zabił ojca. Mówię prawdopodobnie, gdyż sędziowie przysięgli to właśnie muszą rozstrzygnąć – zabił czy nie? Jeśli tak – skończy na krześle elektrycznym. 11 mężczyzn jest za winą, jeden tylko jest przeciwny. Jednak nie jest pewny swojego zdania – ma tylko wątpliwości.
Więcej nie będę mówić, żeby nie uchylić rąbka tajemnicy…Wszelkie informacje można znaleźć pod tym adresem (hiperłącze kieruje do serwisu filmowego Filmweb, na stronę przytaczanego filmu – można spokojnie klikać): Dwunastu gniewnych ludzi – 1967
Szokowała mnie jednak nieczułość tych ludzi: jeden z mężczyzn spieszył się na mecz, drugi zmieniał zdanie jak chorągiewka (nawet tak został nazwany), kolejny miał uprzedzenia do mieszkańców slumsów (oskarżany chłopak w takim właśnie miejscu mieszkał)… i tak 12 osób miało się naradzić, myśląc o zupełnie innych sprawach, swoich codziennych problemach i zadecydować o życiu 18-letniego dziecka…
Film pozostawia widza w niepewności… ostatecznie nie przekonałam się czy chłopak jest czy nie jest winny. Niemniej bardzo sugestywnie przedstawia, jak można ludźmi pokierować, jak są zmienni… niepewni… bo jak w takiej sytuacji być pewnym?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz