wtorek, 9 sierpnia 2011

Dwunastu gniewnych ludzi

Nigdy świadomie nie miałam okazji decydować o życiu drugiego człowieka. I, znając swoje słabe nerwy mam nadzieję, że w przyszłości mieć nie będę.

Obejrzałam film “Dwunastu gniewnych ludzi” przez przypadek, wcześniej jakoś nie było ani okazji, ani chęci do oglądania takiego starego filmu. Po seansie jednak jestem pod wrażeniem.. Dwunastu przysięgłych musi zadecydować o winie lub niewinności 18-letniego chłopaka, który prawdopodobnie zabił ojca. Mówię prawdopodobnie, gdyż sędziowie przysięgli to właśnie muszą rozstrzygnąć – zabił czy nie? Jeśli tak – skończy na krześle elektrycznym. 11 mężczyzn jest za winą, jeden tylko jest przeciwny. Jednak nie jest pewny swojego zdania – ma tylko wątpliwości.

Więcej nie będę mówić, żeby nie uchylić rąbka tajemnicy…Wszelkie informacje można znaleźć pod tym adresem (hiperłącze kieruje do serwisu filmowego Filmweb, na stronę przytaczanego filmu – można spokojnie klikać): Dwunastu gniewnych ludzi – 1967

Szokowała mnie jednak nieczułość tych ludzi: jeden z mężczyzn spieszył się na mecz, drugi zmieniał zdanie jak chorągiewka (nawet tak został nazwany), kolejny miał uprzedzenia do mieszkańców slumsów (oskarżany chłopak w takim właśnie miejscu mieszkał)… i tak 12 osób miało się naradzić, myśląc o zupełnie innych sprawach, swoich codziennych problemach i zadecydować o życiu 18-letniego dziecka…

Film pozostawia widza w niepewności… ostatecznie nie przekonałam się czy chłopak jest czy nie jest winny. Niemniej bardzo sugestywnie przedstawia, jak można ludźmi pokierować, jak są zmienni… niepewni… bo jak w takiej sytuacji być pewnym?

Facebookowe i inne –owe znajomości

 Słów kilka o portalach społecznościowych

Portale społecznościowe robią ogromną furorę wśród użytkowników Internetu. Swoje konta (prawdziwe bądź fikcyjne) tworzą wszyscy – od dzieciaków w podstawówce (lub młodszych nawet za pośrednictwem rodziców lub rodzeństwa) do starszych babć, które odświeżają swoje wiadomości i zdobywają wiedzę podstaw obsługi komputera począwszy od sposobów jego włączania. Kariera tychże portali rozpoczęła się już ładnych parę lat temu, oczywiście nie w Polsce, ale i my mamy własną społecznościówkę. Słynna “Nasza Klasa” ściągała miliony na swoje strony. Ludzie chętni odświeżyć znajomości masowo zakładali konta, wrzucali fotki i nie przejmowali się, że za niektóre usługi trzeba płacić. Jak trzeba to trzeba, więc płacili. Ja również miałam konto na portalu i także wiele fotografii i znajomych. W pewnym momencie jednak okazało się, że znajomi bardzo komunikatywni na NK są małomówni w realu. Mało tego, zapraszali mnie “znajomi”, którzy wcale moimi znajomymi nie byli i wcale nie chciałam, żeby byli. Takich delikwentów po prostu ignorowałam. Nasza Klasa wprowadziła przez te kilka lat wiele udogodnień, sprytnych wabików, które przyciągały i wciąż przyciągają kolejnych chętnych do pokazywania swojego życia. Co do pokazywania życia – nie mam nic przeciwko temu. Internet i tak już jest pełen prywatnych zdjęć, dziwnych opowieści (może jak ta moja), blogów bardzo osobistych itd. Nie mnie oceniać, co jest dobre, a co złe w Internecie. Po prostu nie wchodzę tam, gdzie jest nieciekawie lub niebezpiecznie. I tak szary użytkownik Internetu nie wie, że tak naprawdę wszystko to co widzimy, cały interfejs jest tylko przykrywką setek języków i kodów, za pomocą których zbudowana jest sieć.

Poważnym rywalem w polskim świecie społeczności internetowej jest Facebook. Wiele osób już przeniosło się do tego portalu, albo ciągną podwójne konta: na Facebooku i Naszej Klasie. I znowu sytuacja się powtarza – zapraszanie znajomych, akceptowanie zaproszeń (decyzja, czy chcę aby to był mój znajomy jest czasami kluczowa), dodawanie zdjęć i filmów i inne bajery. Utworzenie konta na obu portalach jest bajecznie proste. Wystarczy mieć już wcześniej konto pocztowe, wymyślić jakiś nick (login) i wystarczająco bezpieczne hasło i gotowe! Można korzystać ze swojego konta i najbliższe kilka wieczorów mieć z głowy, bo stworzenie pełnego profilu (dodam, że w miarę sensownego i ładnego) tyle właśnie zajmie.

Fałszywe znajomości

Mimo wszystko wolę znajomych w rzeczywistości. Nieraz przekonałam się, że osoby zapraszające do znajomych (spotkane raz, czy dwa w życiu) – żadnymi znajomymi nie są! Korzystając z Facebooka przyjęłam zasadę, że zapraszam tylko dobrych znajomych, z którymi mam stały kontakt w rzeczywistości (nie tej wirtualnej). Bo cóż to za znajomy, który na Facebooku pisze aktywnie na mojej tablicy, dodaje kolejne posty, komentuje zdjęcia – skoro na żywo ledwo powie cześć i to z łaską ogromną.

Podsumowanie

W sumie warto dbać o przyjaźnie na żywo, w prawdziwej rzeczywistości, trzeba pielęgnować swoje relacje ze znajomymi… a portale społecznościowe mogą nam jedynie w tym pomagać. W końcu oferują cały szereg narzędzi współdzielenia zdjęć, filmów, a nawet tworzenia wspólnych projektów, wypraw itd. Tak, portale na pewno wspomagają nasze życie towarzyskie, ale go nie zastępują i warto o tym pamiętać.