Niektórzy mówią, że grafoman. Inni, że jego twórczość albo jest bardzo dobra, albo zupełnie nie do zniesienia. Ja mówię – Ostatnia noc w Twisted River była nudna, jednak kilka razy zostałam zaskoczona. Niemniej, nie mogłam się doczekać ostatniej strony nie ze względu na chęć wiedzy, jak powieść się zakończy, ale ze względu na fakt, że nie lubię odkładać nieprzeczytanych książek.
Ostatnia noc w Twisted River miała tylko jeden, oczywiście moim zdaniem, plus – akcja powieści przemierzała przez całe życie bohaterów. To jest coś, co w książkach lubię – można się dowiedzieć jak skończyli, jak ich decyzje wpłynęły na przyszłe losy, co mogli zrobić inaczej, jakie błędy popełnili.
A tych błędów było sporo – wystarczyła jedna fatalna pomyłka 12-letniego chłopca, żeby całe życie zostało oparte na ucieczce przed szalonym człowiekiem. Wbrew temu jednak, co napisałam, o szalonym policjancie wcale nie było aż tak wiele mowy. Jednak każda przeprowadzka bohaterów, każda zmiana nazwiska, stylu życia, wszystko co robili – było podporządkowane tej ucieczce. Dwunastoletni chłopiec, stara żelazna patelnia, Indianka Jane…Pocałunek Wilka.
Średnia książka, dla niektórych może arcydzieło, dla mnie jednak monotonna i jakoś nie mogłam przez nią przebrnąć. Nie oznacza to jednak, że kiedyś do niej nie wrócę i może z innej perspektywy zobaczę życie i losy bohaterów. Moim zdaniem Regulamin tłoczni win był znacznie lepszą powieścią… no, ale .. każdy ma swoje wzloty … większe i mniejsze, a czasami nawet upadki.