W sobotę skończyłam książkę Joanny Chmielewskiej – Najstarsza prawnuczka. Coś z kryminału, coś z obyczajowych zmagań zwyczajnych i mniej zwyczajnych ludzi, coś o koniach i wyścigach… w sumie na urlop książka jak się patrzy. Czytało mi się ją o tyle przyjemnie, że autorka przedstawiła dzieje pewnej rodziny (i różne perypetie związane z ukrytymi majątkami) przez co akcja była cały czas dynamiczna i obejmowała ponad 100 lat. A wątki z pamiętnikiem panny Dominiki i prababci Matyldy wprowadzały błogi (jak dla mnie) spokój, opowiadały o wspaniałej sielance (!) wsi, cudnej willi i przepięknych sukniach ówczesnych czasów. Polecam, bo czasami warto oderwać się od tych bardzo mądrych i zaprzątających cały umysł książek, naukowych czasopism, babskich gazetek i wziąć taką przyjemną lekturę na przykład na działeczkę pod drzewo.
A poniżej kilka cytatów śmiesznych, mądrych, wyrwanych z kontekstu… ale z książki Pani Chmielewskiej:


…Mateusz zakończył właśnie proces pęcznienia…Matylda ugrzęzła w siedzisku, z kolanami pod biurkiem, bez żadnej szansy wyjścia na wolność i swobodę, ani wyleźć, ani odsunąć się od mebla, dzwonka na służbę nie mogła dosięgnąć. Mateusz za jej plecami, z zaciśniętymi zębami, trwał niczym kamień, razem tworzyli pomnikową grupę.…dziki pląs pijanej muchy……chęć pisnęła i zdechła…Miłość jest sprawą ulotną, tak naprawdę świat stoi na ekwiwalencie wymiennym.…zacięci ambicjonalnie rzemieślnicy……wreszcie w trybie normalnym urodziła się Hanna…
